Menu

Religia i apostazja – poradnik

16 lutego 2016 - BLOG, Świadomość i rozwój
Religia i apostazja – poradnik

„Człowiek urodzony w klatce sądzi, że latanie to szaleństwo” powiedział Alejandro Jodorowsky, chilijski filmowiec i artysta. Bardzo lubię tę metaforę. Uważam, że jednym zdaniem podsumowuje, dlaczego człowiek chcący myśleć samodzielnie powinien tak daleko, jak to tylko możliwe, stać od religii. Każdej religii.

Żyjemy na nieszczęsnej planecie, gdzie czy to przypadkiem, czy na drodze kosmicznej manipulacji, każdy (no, prawie każdy) człowiek w momencie swego urodzenia przypisywany jest do jakiegoś wyznania. W każdym zakątku Ziemi! To niesamowite! Ponieważ prawie każdy człowiek chcąc, czy nie chcąc, jest członkiem jakiejś grupy wyznaniowej, taka sytuacja mało kogo dziwi. Jeśli człowiek już czemuś się dziwi to tylko temu, jak ludzie z innej części świata mogą wyznawać inną religię – przecież każdy – a już na pewno wszechmogący Bóg na Niebiesiech – wie, że tyko jedna, a konkretnie moja, religia jest prawdziwa. Buddyści, hinduiści, żydzi, mahometanie czy chrześcijanie wszystkich nurtów (a troszkę tych nurtów jest) żyją w przekonaniu, że ich religia jest prawdziwym opisem Boga i człowieka, a inne religie są w błędzie.

Z pozoru religie różnią się od siebie, ale to bardzo mylne przeświadczenie. Jeśli odłożymy na bok kosmetyczne różnice polegające na definicji Boga i pozycji człowieka w stosunku do tegoż zorientujemy się, że każda religia sprowadza się do tego samego sposobu myślenia. Jak mawiał George Carlin, nieżyjący już niestety amerykański komik, religii udało się przekonać człowieka, że gdzieś wysoko w niebie, mieszka sobie niewidzialny mężczyzna (oczywiście – bo przecież nie kobieta, która według prawie wszystkich wyznań jest jakaś głupia i bez sensu), który obserwuje każdy ruch człowieka i sprawdza czy ten żyje według danych mu praw i przykazań. Jeśli człowiek postępuje jak Bóg przykazał, to ten wynagradza go po śmierci zaszczytem zasiadania u jego boku, przy dźwięku surm i fletów, w otoczeniu pięknych kobiet (to dla fanów religii miłości, o której tyle się teraz mówi), aż po wieki wieków, amen. Niestety, jeśli człowiek postępuje w sposób nieprawy lub odrzuca wiarę, ów brodaty starzec skazuje takiego nieszczęśnika na wieczne cierpienie i potępienie i nie ma już odwrotu. Jak w teleturnieju. Jeśli źle odpowiesz na pytanie, kto jest prawdziwym Bogiem, to nie masz już szansy na poprawę. Będziesz smażył się w piekle na zawsze… Ale Bóg Cie kocha! Z krzesła można spaść, gdy człowiek zdaje sobie sprawę z tego absurdu, ale naturalnie na tym nie koniec.

Ktoś mógłby powiedzieć, że dotyczy to tylko monoteistycznych religii pustyni czyli Judaizmu, Chrześcijaństwa i Islamu. Abstrahując od tego, że Chrześcijaństwo, pomimo teologicznej gimnastyki uprawianej przez pokolenia panów w habitach i sukienkach, religią monoteistyczną nie jest, każda religia do człowieka podchodzi w ten sam sposób.

Po pierwsze: człowiekiem jest w zasadzie tylko mężczyzna. Nawet Budda, niby taki fajny oświecony gość, powiedział o kobietach coś takiego: „Mniszka, nawet wyświęcona przed stu laty, musi z szacunkiem ukłonić się mnichowi, choćby ten wyświęcony był wczoraj, wstać na powitanie, i wznosząc dwie złożone ręce, oddawać mu należną cześć[i]”. W naszych, polskich parafiach owszem obecne są kobiety, ale pełnią rolę służek proboszcza. O roli kobiet w Islamie nie będę się rozpisywał, bo szkoda mi baterii w laptopie…

Po drugie: relacja człowiek – Bóg to w zasadzie relacja niewolnik – Pan. Wyznawcy wszystkich religii przed swoim bóstwem i jego ewentualnymi obrazami i rzeźbami, tudzież obrazami świętych, Ojców Założycieli, patriarchów itp. klęczą. Normalne istoty nie klęczą przed nikim! Normalne istoty nie mają właściciela, który jednym gestem może zmienić ich życie w piekło, jak chcieli to autorzy Starego Testamentu opisując dzieje Hioba

 

Po trzecie: religie próbują zmieścić Absolut, z całym Jego ogromem i potęgą stworzonego Wszechświata w ramach jednej książki napisanej przez niewiadomo kogo (Biblia) lub przez wybrańca (Koran). Nie wymaga to komentarza. Wystarczy otworzyć którąś z tych „natchnionych ksiąg” aby zorientować się, że jest to czysta propaganda, mająca na celu utrzymanie człowieka w pozycji klęczącej przed Bogiem ( czy raczej bogiem) a społeczeństwo w sytuacji, w której kobieta jest czymś takim, co to rodzi dzieci i tyle… Może przesadzam, ale tylko trochę 🙂

 

Oczywiście, że są religie gdzie kobiety są kapłankami. W ostatnich dekadach z równouprawnieniem eksperymentują chrześcijańskie kościoły reformowane. Są religie, gdzie nie ma tak oczywistej atmosfery poddaństwa, jak choćby Kościół Pentakostalny (Zielonoświątkowcy), gdzie ludzie tańczą i wesoło śpiewają. Ale to tylko szczegóły. Wszędzie celem religodawcy (któżkolwiek to jest – może jakiś Zły Obcy 😉  ) jest powstrzymanie człowieka przed rozwojem, dlatego należy trzymać się od religii jak najdalej.

Poniżej podaję przepis jak to zrobić w praktyce.

W polskich warunkach rolę religijnej klatki pełni najczęściej Kościół Rzymsko – Katolicki. Wiem, że jeśli czytasz ten tekst prawdopodobnie nie uczęszczasz na msze, nie przyjmujesz wizyty inwentaryzacyjnej duszpasterskiej i nie wierzysz w … hmmm… katolickie credo. Niemniej, ze względu na to, że każdy nasz czyn może być doświadczeniem otwierającym, bądź zamykającym nasz umysł, polecam niezwykle sympatyczną opcję spędzenia popołudnia, które to popołudnie może być początkiem nowego rozdziału w życiu. Mówię tu o oficjalnym wystąpieniu z szeregów rycerzy Jezusa czyli o APOSTAZJI.

W lutym 2016, polski Episkopat przyjął nową procedurę apostazji, która w przeciwieństwie do uprzedniej nie wymaga obecności świadków ani dwóch wizyt u proboszcza. Osobiście dokonałem apostazji w 2010 roku. Ówczesna procedura wymagała obecności dwóch świadków, co niezwykle ubarwiło całą imprezę, jako że jednym z moich świadków był mój kochany brat, z wykształcenia teolog.

 

Nowa procedura wygląda następująco:

 

Do wystąpienia z Kościoła potrzebne są:

– osobista wizyta na plebanii parafii zamieszkania

– pełnoletniość (ciekawe, że w przypadku chrztu pełnoletniość nie jest obowiązkowa, ale co tam)

– trzy kopie deklaracji wystąpienia z Kościoła (wzory dostępne w Internecie)

– świadectwo chrztu i jego kopia

– dowód osobisty

Świadectwo chrztu uzyskasz w parafii, w której byłeś ochrzczony. Później, o ile mieszkasz już gdzie indziej niż gdy polewano Cię rytualnie wodą, udajesz się do parafii miejsca zamieszkania. Każdy dom w Polsce należy do jakiejś parafii – najczęściej jest to po prostu najbliższy kościół, ale warto sprawdzić mieszkając na przykład centrum historycznego miasta, gdzie kościołów jest dużo. Miejscowy proboszcz weryfikuje Twoją tożsamość oraz ma obowiązek próbować odwieść Cię od tej decyzji. Osobiście miałem przyjemność rozmawiać z proboszczem, który chyba jeszcze miał kontakt ze swoją Duszą i rozumiał mój punkt widzenia – powiedział nawet, że zgadza się z moją argumentacją, ale taki ma obowiązek. Ludzie są różni i możesz trafić na jakiegoś krzyżowca w sutannie, ale dzisiaj to już na szczęście gatunek na wymarciu, więc nie stresuj się taką ewentualnością. W obecności proboszcza podpisujesz trzy akty wystąpienia, które następnie wysyłane są do Kurii. Stamtąd przychodzi potwierdzenie, które otrzymałem pocztą.

Po co to wszystko? Zrozumienie, kim się jest i co to jest życie, to nie są zagadnienia, które ktoś może Ci wyłożyć jak na wykładzie, a Ty nauczysz się tego i będzie po sprawie. Informacje i przede wszystkim doświadczenia, klasyfikujące zasady działania Przestrzeni, są dozowane przez samą Przestrzeń i nas samych (na poziomie istoty, a nie osobowości naturalnie) w zależności od tego, co możemy zaabsorbować i zrozumieć. Jeśli widzisz absurdy religii, opuść jej szeregi. Lecąc widać znacznie więcej, niż siedząc (klęcząc) w klatce.

[i] Claude Durix: „100 kluczy Zen”, Poznań 2008, wydawnictwo 3.49, str. 227

8 myśli nt. „Religia i apostazja – poradnik

Sgt. Get de Cigar

Pierwsza czesc OK. ale skoro sie zgadzamy co do tego ze generlanie religie to ZUO i bajera, to po co sobie glowe zawracac jakas apostazja – skoro to umysl ma byc wolny. Wpis na papierku, takim czy innym znaczenia zadnego miec nie moze dla takiego umyslu…

Odpowiedz
    Radek Lorych

    Jak najbardziej to umysł ma być wolny. Niemniej, samo sądzenie o sobie, że się jest wolnym to nic w porównaniu z działaniem. Pokazywanie innym że można zachować się inaczej niż ogół jest jak performance artystyczny – a w końcu życie jest sztuką. W momencie gdy wszyscy chrzczą dzieci albo biorą ślub kościelny, bo co prawda nie wierzą ale tak jest wygodniej, apostazja może być fajną demonstracją wolnego indywidualizmu nie tylko w sferze umysłu ale i w sferze osobowości/interakcji ze światem. Poza tym jest jest aspekt formalny. Bez apostazji każda osoba w Polsce chowana jest po śmierci zgodnie z katolickim rytuałem, w grobie oznaczonym krzyżem itd. W swoim przypadku uważałbym taki nagrobek za brak gustu 🙂

    Odpowiedz
      zbjot

      Nikt Ci nie ma prawa narzucić kładzenia się pod jakimkolwiek, mniej czy bardziej okrutnym, narzędziem śmierci Kiedy będziesz już „dorobiony” machnij sobie własną płytkę a fachman wyskrobie na niej, to co sobie zażyczysz. PS. wiem to z autopsji i gdyby tylko nie ten rytmiczny chrzęst żuchw robaczków, to daje się spokojnie poleżeć.

      Odpowiedz
MrHomer

Aby oddzielić ziarno od plew…
1. Religia rozumiana przez masy jest czymś innym niż religia rozumiana przez jednostki. Tutaj właściwie są te same prawdy tylko poddane różnym interpretacjom, także można przynależeć do danej tradycji religijnej i sobie nie szkodzić o ile rozumie się wszystko na sposób ezoteryczny bardziej niż egzoteryczny. Buddę, Chrystusa czy Mahometa można tak zrozumieć, że nie da się z tego stworzyć religii a jedynie właściwą ścieżkę rozwoju i zakończenia procesu indywiduacji, ale można też i tak, że się zakłada hierarchiczne wyznanie wiary otumaniające i zniewalające masy, wszystko zależy od interpretacji.
2. Stare księgi były nieustannie przerabiane i często też błędnie tłumaczone, proponowałbym nie przykładać uwagi co do tego, kto co powiedział konkretnie, bo jeśli to przeczy całej nauce (np Buddy) to zazwyczaj jest to tekst przez kogoś dopisany. Np. w Starym Testamencie, w Pięcioksięgu oryginalnie nie występuje słowo Bóg, dobro i zło a już na pewno – grzech. Bóg oznacza bardziej zasadę Mocy.
3. Brak kobiet jest czymś jak najbardziej zrozumiałym. Religie zakłada się w celach polityczno-militarnych, służy ona zdobywaniu mocy i walce z innymi religiami, innych celów nie ma. Przestrzeganie praw religijnych ma za zadanie utrzymać spójność ludu i kontakt ze źródłem mocy. W czasach „biblijnych” Moc była czymś rzeczywistym, ci ludzie praktykując rytuał uzyskiwali konkretne ładunki energetyczne. W czasach antycznych i późniejszych wiedza uległa zapomnieniu i Moc można było uzyskać jedynie za pomocą świeckich praktyk typowo politycznych, czyli władca, poddani itp. Kobiety się nie zajmowały walką, dlatego nie uczestniczyły w tym w taki sam sposób, ale jak ktoś dobrze czyta Biblie, miały także dużą rolę do odegrania.

Odpowiedz
    Radek Lorych

    Dziękuję za wkład w dyskusję. Serdecznie pozdrawiam

    Odpowiedz
inovik

Mam gdzieś jakąś apostazję. To, że ktoś gdzieś sobie uroił jakiś swój rejestr, spis, i postanowił sobie tam umieszczać ludzi, w tym mnie, to jego sprawa, mam na to wyjebane. To tak jak bym sobie kogoś wpisał na listę w swoim 16 kartkowym zeszyciku w kratkę bez jego wiedzy, a później go o tym poinformował, że jest zapisany w mojej organizacji. Jeśli nie chce do niej należeć to musi wykonać jakąś procedurę. I ty mi mówisz, że wolny umysł jest wtedy kiedy daje się podporządkować czyimś wymysłom, kiedy zgadzam się iść drogą przez kogoś wytyczoną, wynikającą z jego własnych urojeń i życzeń, wbrew mojej woli i umysłowi?
Nie zapisywałem się, nie będę się wypisywał. Nie będę nikogo na siłę wyciągał z własnych urojeń.

Tak poza tym, dobry tekst. Sam ateistą nie jestem, jedynie odrzucam instytucjonalną część religii, wszelkie rytuały i dogmaty uznawane za pewniki niepodlegające dyskusji. Boga natomiast traktuję jako pojęcie filozoficzne wymagające dalszej dyskusji i rozważań, oraz określenia co tak naprawdę rozumiemy przez to pojęcie, tzn. nie uznaję tak jak ateiści, że pewnym jest jego/tego nie istnienie, a jedynie że jest to temat ciągle otwarty. Ateiści mówiąc o Bogu mają na myśli obraz Boga wytworzony przez religie, a obecnie bardziej obraz wynikający z własnej interpretacji i usilnego nagięcia tego obrazu na własne potrzeby. Nie starają się dociec czy sam obraz Boga wytworzony przez religie jest poprawny, czy nie jest zafałszowany, a jedynie stwierdzają, że ten religijny obraz Boga jest dla nich nielogiczny, więc nie ma jakiegokolwiek Boga. Hmm? Zatem ateiści mogą mieć rację – to co uznają za Boga, faktycznie nie istnieje.
Nie staram się tu nikogo do czegoś przekonywać, że Bóg istnieje, bądź nie istnieje. Chcę tylko skłonić do zastanowienia się, nad tym czy samemu nie staję się tym, przeciwko czemu tak stanowczo występował. Czy np. ateiści nie popadają w tak samo silne dogmatyczne przekonania o nie istnieniu Boga, co Ci, którzy tego Boga tak namiętnie wyznają.
Dla mnie otwarty i wolny umysł, to taki, który ciągle, bez ustanku próbuje podważyć własne osądy, poglądy i przekonania, który za każdym razem je testuje, poddaje sprawdzianowi. Cały czas ma świadomość, że wnioski do których dotychczas doszedł, mogą być błędne mimo logicznej spójności, bo np. bazujące na fałszywych przesłankach, lub z powodu nie pełnego poznania otaczającej rzeczywistości.

Odpowiedz
    zbjot

    Chyba nie kwestionujesz myśli, intuicji i wiedzy Hawkinga? Poczytaj sobie i posłuchaj co mówi on – a z/za nim bardzo wielu światłych o wolnych umysłach ludzi – żaden ślad, żaden element nie wskazuje na to, żeby w stworzeniu naszego Wszechświata i jego istnieniu, było miejsce na choćby 1/10000000… procenta wymyślonego /a tak naprawdę ukradzionego z innych wierzeń/ tego okrutnego „stwórcy”.

    Odpowiedz
      Radek Lorych

      Owszem, kwestionuję intuicję Hawkinga. Naturalnie, jest to nietuzinkowy naukowiec i myśliciel, ale jego materialistyczne podejście do rzeczywistości jest w moim przekonaniu odzwierciedleniem cierpienia jakiego doświadczył tu na Ziemi. Czytałem kiedyś jego biografię. Z punktu widzenia egotycznego umysłu czuje się porzucony przez Boga i dlatego uparcie chce wymazać Inteligencję Absolutu z obrazu Wszechświata jaki stworzył.
      pozdrawiam serdecznie

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *