Menu

Pereptuum Debile

14 stycznia 2016 - BLOG, Edukacja
Pereptuum Debile

Z zasady, życie na Ziemi ma być szkołą. Szkołą, gdzie poprzez różne wcielenia doświadczamy i uczymy się coraz to nowych rzeczy o przestrzeni dookoła nas, poznajemy prawdziwą naturę Świadomości, która z kolei poznaje rzeczywistość materialną za pośrednictwem pojazdu jakim jest istota ludzka. Życie ma być drogą powrotną do Źródła, od którego gdzieś, kiedyś nasze Dusze się wyizolowały.

Tymczasem w naszej cywilizacji jest bardzo niewielu ludzi, którzy odczuli że życie to jest coś więcej niż tylko nieustanna walka o byt i o przetrwanie cielesnej powłoki, z którą beznadziejnie się, jako gatunek, identyfikujemy. Zamiast szkoły, życie przypomina poprawczak, gdzie uczeń nie uczy się niczego albo robi to bardzo powoli przez wiele wcieleń, które na skutek czego, poszczególne wcielenia i jednostki ludzkie mogą mieć bardzo znikome indywidualne znaczenie. Nauka życia odbywa się w warunkach urągających godności człowieka, w ten sposób uczące się siebie samego społeczeństwo, staje się autopasożytem, grupą jednostek, które żeruja na sobie wzajemnie, zapominając o podstawowej prawdzie dla każdej istoty we Wszechświecie, Świadomość Istnienia pochodzi koniec końców z jednego Źródła i każdy na potkany jest innym, subiektywnym sposobem doświadczenia przez Wszystko Co Jest nieskończonych wyrażeń potęgi Stworzenia.

Tymczasem zamiast poczucia jedności z innymi ludźmi, przeważającym podejściem, które żywi przeciętny człowiek na Ziemi jest poczucie odizolowania od innych oraz, co bardzo ważne ale znacznie mniej namacalne i możliwe do zauważenia przez wielu, poczucie odizolowania od samego siebie, swoich prawdziwych celów i pragnień.

Żeby się przekonać dlaczego tak się dzieje nie trzeba szukać daleko. Każdy z nas od dzieciństwa atakowany jest wszelakimi sygnałami i programami, które system wrzuca do świadomości człowieka poprzez wiele kanałów. Oczywistymi kanałami są na przykład telewizja, gry komputerowe czy przemysł muzyczny ale zbyt często jest tym kanałem dom rodzinny czy towarzystwo rówieśników, a koniec końców każdy człowiek dla samego siebie.

Człowiek rodzi się i wzrasta w określonych warunkach ideologicznych, które niezależnie od jego nienaruszlanej esencji duchowej kształtują jego osobowość. Ufność dziecka jest bezpardonowo wykorzystywana w wojnie przeciwko potencjałowi ludzkiej świadomości. Dziecko nie mające intelektualnych narzędzi do oceny czy to czego w danej chwili się dowiaduje jest dla niego korzystne i czy chce aby owa idea, wiedza lub umiejętność stały się częścią jego osobowości czy nie. Ponieważ na pierwszym etapie nauki świata praktycznie cała informacja przechodzi do nas bezpośrednio od rodziców lub za ich przyzwoleniem, naturalna ufność dziecka zostaje wykorzystana do szybkiego i skutecznego przypisania dziecka do jakiejś grupy i w konsekwencji zaszufladkowania jego świadomości w jakimś paradygmacie światopoglądowym. Co prawda, dziecko pozbawione jest jeszcze destrukcyjnego nawyku identyfikowania się z ideologiami czy grupami ale wszelkiego rodzaju poglądy religijne czy społeczne, które stają się w czasie wczesnego dzieciństwa (mniej więcej do 9 roku życia) integralną częścią osobowości młodego człowieka, będą dla rodzącego się Ego człowieka pożywką. Świat, w którym najwyższą wartością jest lewopółulowy intelekt oparty jest na poglądach. Bardzo niewiele myśli przelatujących przez nasze głowy jest naszego autorstwa. Zaszłyszeliśmy je od rodziców, nauczyciela, księdza i ponieważ ufaliśmy tym osobom zaakceptowaliśmy jak nasze.

Historie takie jak chrzest czy inne obrzędy mające przypisać człowieka do kręgu katolickiego, wszelkie rytuały innych wyznań czy religii, początek nauki szkolnej, szczepienia wywołujące często nieodwracalne zmiany w strukturze mózgu, aplikowane są człowiekowi gdy jest jeszcze mały gdyż wtedy system może mieć pewność (do pewnego stopnia oczywiście), że gdy dziecko już dorośnie to pozostanie już do końca życia katolikiem, muzułmaninem czy  jakimś innym wyznawcą czegoś tam na niebiesiech, zamkniętym na anstrakcyjne myślenie prawą półkulą dzięki szkolnej idoktrynacji i wpływowi chemii dostarczanej do organizmu w sztucznym lub zatrutym środkami ochrony roślin jedzeniu, za pośrednictwem chemtrails czy wypełnionych po brzegi rtęcią szczepionek. Koniec końców, celem wychowania a właściwie tresury jest stworzenie idealnego niewolnika, który będzie myślał w sposób podobny do magnetofonu, że jest wolny.

Człowiek przez całe życie ma potencjał do przebudzenia się, do zobaczenia że jest niewolnikiem i że tak naprawdę siebie ani innych ludzi nie zna. Ma potencjał aby z tego matriksa nie swoich myśli i poglądów wyjść i zacząć słuchać siebie w sposób zupełnie inny niż ten, który zna. System dobrze zdaje sobie z tego sprawę i zdaje sobie również sprawę z tego, że czasy w których żyjemy sprzyjają szeroko pojętemu przebudzeniu. W związku z tym człowieka po zakończeniu procesu tzw. edukacji i wychowania, próbuje się utrzymać w dwóczynnikowym mechanizmie indoktrynacji umysłu. Tym mechanizmem jest praca zwodowa i telewizja.

Praca zawodowa jest w naszej „cywilizacji” stawiana na piedestale a powiedzenia takie jak: „Praca uszlachetnia” albo „Żadna praca nie hańbi” są bardzo często pierwszym zdaniem jakie człowiek, który tkwi w sztucznie wytworzonym Ego, wypowie na jej temat. Nawet rozmawiając z ludźmi, o których absolutnie nie można powiedzieć, że są samoświadomi, można się od nich dowiedzić, że praca zawodowa ich męczy, jest powodem stresu i kosekwentnie wielu chorób cywilizacyjnych. Przez nią nie mają czasu na rodzinę albo swoje hobby jeśli takowe w ogóle posiadają. Niemniej Ego bojąc się przyznania przed samym sobą, że stało się problemem dla Duszy, która nie może się przebić do swego doświadczenia jakim jest człowiek, woli odtwarzać program „Praca uszlachetnia” albo „Żadna praca nie hańbi”. Nie chce słyszeć, że człowiek dobrowolnie zakłada na siebie kajdany na jedną trzecią doby, pozwala aby mechniczne czynności stały się tym z czym się identyfikujemy, tym kim dla siebie samych jesteśmy i jak inni nas odbierają.

Kariera zawodowa jest ponadto programem podtrzymującym poczucie nadużytego zaufania. Dzieckiem będąc, człowiek pozwolił dorosłym na nadużycie swojego zaufania i jednocześnie pozwolił na wgranie w jego głowę programów i modeli hamująych rozwój. Wszystkie te dzieci stają się kiedyś dorosłe i powielają podświadomie mocno zakodowany ból jako coś w rodzaju bolesnego programu utrzymującego się pod powierzchnią Ego. Sukces we współczesnym świecie definiowany jest jako dotarcie i utrzymanie się na szczycie drabiny zależności służbowych i drabiny płacowej. Empatia, czyli to co sprawia że jesteśmy ludźmi a nie myślącymi zwierzętami, zostaje zepchnięta na margines. Ktoś kto kiedyś pracował w korporacji wie, że na porządku dziennym jest działanie wymierzone we wpółpracowników. Troszkę jak na dworze Ludwika XIV, dworzanie spiskują między sobą o łaski króla. Przebywanie w takim środowisku przez parę lat i odniesienie „sukcesu” w ten sposób, nieuchronnie moim zdaniem tworzy z człowieka „zombie” – człowieka odartego z empatii, maszynę do rozpychania się łokciami, kogoś dla kogo esencją życia jest zaspakajanie potrzeb Ego, nauczonego że szczęście jest zawsze tuż za zakrętem, który oddala się w miarę przybliżania się do niego. Pędzi więc taki „zombiak” coraz szybciej, staje się coraz bardziej homo corporacionis i przestaje tak naprawdę być człowiekiem.

Powrotu, teoretycznie przecież możliwego w każdej Chwili, do swojej prawdziwej esencji nie można się po takim człowieku spodziewać, gdyż po odbyciu pańszczyzny w firmie, gdzie człowiek zwyciężył albo został pokonany w systemie wyzysku i wyobcowania, wraca do domu gdzie strzela sobie w łeb  włącza telewizor. Gdybym miał zdobyć się na podanie najprosztszej recepty na to aby zauważyć, że współczesny czlowiek żyje w tworzonym przez media filmie i żeby jednocześnie zauważyć że żyje treściami podawanymi ze szklanego ekranu a nie swoimi emocjami i poglądami, wystarzy wyłączyć telewizor na parę tygodni.

Telewizja stała się dla przeważającej części populacji po prostu drugim życiem, gdzie bohaterowie seriali borykają się z tymi samymi egotycznymi problemami – pracują w korpracjach, mają zatargi z rodziną, cierpią ból żołądka z powodu zakochania się. Programy sportowe już dawno przestały relacjonować wydarzenia sportowe a stały się podbijaniem bębenka pod kolejny mecz, gdzie będzie można zidentyfikować się z jakąś drużyną. Narzucony niedawno społeczeństwu (głównie mężczyznom) sposób spędzania wieczoru przed walką MMA nie powoduje tylko wzrostu kultu siły fizycznej i skretyniałych rozmów na temat tego czy ktoś mógł kogoś szybciej znokautować, ale też pogłębianie się braku umiejętności rozwiązywania problemów w sposób inny niż ten zakładający, że człowiek stojący przede mną to prawdopodobnie ktoś kto chce uzyskać nade mną jakąś przewagę. Kult ciała wszechobecny w reklamach, serialach oraz filmach powoduje, że człowiek identyfikuje się ze swoim ciałem. A to błąd 🙂

W świetle wierzeń religijnych, gdzie człowiek żyje po to aby się „jemu” przypodobać, edukacji gdzie człowiek uczy się tylko o tym co nasza w gruncie rzeczy prymitywana nauka wie o otaczającym nas świecie za pośrednictwem pięciu zmysłów oraz braku zrozumienia dla najnowszych odkryć fuzyki kwantowej, wpojonemu człowiekowi modelu, że ma być lepszy bo inaczej inni go zjedzą, powoduje obraz świata jaki możemy obserwoać przez okno jadącego przez centrum dużego miasta tramwaju. Jest to świat, gdzie ludzie żyją w oddzielonych od siebie bąblach nieświadomości, gdzie inna osoba jest najczęściej po prostu przeszkodą aby dostać się z punktu A do punktu B lub do tego abym mógł osiągnąć sukces i dostać w pracy awans. Powoli z takiego społeczeństwa robi się masa ludzi zobojętniałych nie tylko na los drugiego człowieka ale również na swoje wewnętrzne potrzeby. Potrzeby doświadczania piękna, miłości i chęci współpracy z innymi ludźmi giną pod dyktatorską przykrywką myśli naszego Ego, które nauczone od swych „nauczycieli” umie jedynie patrzeć na świat przez pryzmat podziału na siebie i resztę, gdzie świat jest areną walki o status, walki o podlizanie się systemowi, bo jak już będę bogaty to nie będę musiał pracować ani biegać za czymś czego tak naprawdę nie pragnę. W takim świecie nie ma nawet miejsca na śmierć, gdyć śmierć jest tym momentem gdy trzeba spojrzeć na swoje życie i podjąć decyzję czy odrobiło się lekcję. Najczęściej takie matriksowe wcielenie jest z punktu widzenia Duszy po prostu bez wartości, bo jedyne co można było doświadczyć w takim życiu to strach przed sobą i innymi. Lekcję trzeba będzie więc powtórzyć i tylko od nas, ludzi świadomych, zależy czy nauka w ziemskiej szkole będzie mogła w końcu odbywać się w cywilizowanych warunkach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *